Islanders radio
John Bell Hood był człowiekiem pełnym ambicji, ale też kimś, kto nie umiał zaakceptować własnych ograniczeń. Jeszcze w 1863 roku, podczas bitwy pod Gettysburgiem, narzekał na rozkazy Roberta E. Lee. Uważał, że Lee kazał mu zdobywać ;nie do zdobycia strome, kamieniste wzgórza na południowym skrzydle, które rzeczywiście kosztowały Armię Północnej Wirginii wielu ludzi. Hood marudził, że został wysłany na rzeź, a jednak rok później to on sam wydał rozkaz, który przeszedł do historii jako jedno z najbardziej bezsensownych natarć wojny secesyjnej.
Co ciekawe, sam Lee nigdy nie widział w Hoodzie materiału na dowódcę armii. Mówił o nim chłodno, ale trafnie: Dobry, odważny oficer brygady, ale nie powierzajcie mu armii. Lee podziwiał jego osobistą odwagę, ale uważał, że brakuje mu chłodnego osądu, cierpliwości i strategicznego wyczucia.
W 1864 roku los przyniósł Hoodowi życiową szansę. Po serii cofających się manewrów generała Josepha Johnstona, prezydent Jefferson Davis stracił cierpliwość i odwołał dotychczasowego dowódcę. W lipcu Hood dostał pod komendę Armię Tennessee, której zadaniem była obrona Atlanty przed zbliżającym się Shermanem.
Był to moment, który miał go ugruntować jako energicznego, agresywnego dowódcę. I rzeczywiście , Hood rzucił się do serii śmiałych, ale źle skoordynowanych ataków. W jednym z nich , 22 lipca 1864 roku jego uderzenie od flank doprowadziło do śmierci dowódcy unionistycznej Armii Tennessee, generała Jamesa McPhersona, jednego z najzdolniejszych oficerów Północy. To było jedno z niewielu tak wysokoprofilowych zwycięstw Hooda, choć okupione dużymi stratami.
Ale mimo odwagi, manewry Hooda nie powstrzymały Shermana. Ten stopniowo odcinał linię kolejową, dusił Atlantę logistycznie, aż w końcu miasto upadło. Dopiero po zdobyciu Atlanty Sherman odkrył, że dalsza pogoń za Hoodem to marnowanie czasu.
I wtedy podjął słynną decyzję: zostawił Hooda za sobą i ruszył w głąb Georgii w Marszu do Morza.
Hood, nawet jak na standardy wojny secesyjnej, był skrajnie poturbowany. W 1863 roku pod Gettysburgiem został ciężko ranny w ramię — praktycznie stracił władzę w jednej ręce. W 1863 roku, pod Chickamaugą, kolejne trafienie pozbawiło go nogi. Od tego momentu poruszał się z pomocą specjalnych uprzęży, często przywiązany do siodła, żeby w ogóle utrzymać się na koniu.
Do tego dochodziły silne środki przeciwbólowe, z których najprawdopodobniej korzystał regularnie. Morfina i laudanum były wówczas powszechne i uzależniające. Połączenie bólu, leków i pragnienia odwetu na Shermanie tworzyło mieszankę wybuchową. Hood był zdeterminowany, żeby w kampanii w Tennessee „coś udowodnić”, ale był to człowiek cierpiący, fizycznie zmęczony, a przez swoje kalectwo prowadzący armię niemal jak kawalerzysta , z jednej pozycji, bez możliwości sprawnego objeżdżania frontu czy patrzenia na sytuację z bliska.
Hood był wściekły i bezsilny. Nie potrafił dogonić Shermana, jego armia była wymęczona, a morale spadało. Nie mając realnej sposobności zatrzymania marszu Shermana, postanowił uderzyć nie na niego, ale na jego zaplecze. Chciał zajść sytuację od drugiej strony: zająć Nashville, zagrozić Kentucky i w ten sposób zmusić Shermana, by wrócił z Georgii.
To była logika przyznająca: Nie mogę go dogonić, więc spróbuję zrobić coś tak głośnego, że będzie musiał zawrócić.
Problem polegał na tym, że w Tennessee czekali na niego przeciwnicy, którzy znali go lepiej niż ktokolwiek.
W Tennessee Hood walczył przeciwko generałom Unii, z którymi kiedyś studiował w West Point. Znali jego temperament, jego upór, jego skłonność do ryzyka. Wiedzieli też, że fizycznie jest w kiepskim stanie z częściowo bezwładną ręką, jedną nogą amputowaną i często przywiązany do siodła, żeby w ogóle utrzymać się na koniu. Prawdopodobnie regularnie korzystał ze środków przeciwbólowych, co tylko pogarszało jasność myślenia.
To już nie był dawny Hood – kawalerzysta, który galopował w pierwszej linii. To był dowódca, który z powodu kalectwa nie potrafił przeprowadzić ruchliwej, elastycznej kampanii. Jego dowodzenie sprowadzało się do jednego odruchu: atakować. Zawsze atakować.
Przeciwnicy doskonale wiedzieli, czego się po nim spodziewać.
Pod Franklin Armia Tennessee natknęła się na silnie umocnione pozycje Unii. Każdy inny dowódca wykonałby manewr, zaczekał na artylerię, udał się na rekonesans. Hood jednak kazał przeprowadzić frontalne natarcie z marszu przez otwarte pola, wprost na palisady, rowy i umocnione barykady.
To był jego własny „Pickett’s Charge”, tylko gorszy, bo wykonywany o zmierzchu, przeciwko lepiej przygotowanej obronie i bez najmniejszych szans na sukces.
Straty były niewyobrażalne: około 6500 ludzi, w tym sześciu generałów. To jedno z największych jednorazowych wyniszczeń jakiejkolwiek konfederackiej armii w całej wojnie.
Armia Hooda praktycznie przestała istnieć jako siła ofensywna. Kilka dni później, pod Nashville, została ostatecznie rozbita.
Katastrofa pod Franklin była skutkiem splotu cech Hooda: odwagi, uporu, dumy, ale też bólu, leków i fizycznych ograniczeń, których nie chciał uznać. Próbował grać rolę generała, którym już nie był, a jego dawni koledzy z West Point dokładnie to widzieli i umieli to wykorzystać.
Lee przewidział to dawno: Hood był świetny na czele brygady, ale jako dowódca armii – prowadził ludzi prosto na zagładę.
Po klęsce pod Nashville Hood nie miał już czym walczyć. Armia Tennessee była rozbita, a jego autorytet kompletnie upadł. W styczniu 1865 roku złożył rezygnację z dowodzenia i formalnie został zwolniony z obowiązków. Wojna się kończyła, a Hood kiedyś uważany za jednego z najodważniejszych oficerów Południa ,odchodził w cieniu jako symbol jednej z największych militarnych pomyłek Konfederacji.
Po wojnie starał się uporządkować życie. Przeniósł się do Luizjany, gdzie próbował sił w biznesie , głównie w branży bawełnianej i kolejowej – ale bez większych sukcesów. Ożenił się z Anną Marie Hennen i w krótkim czasie doczekał się dużej rodziny: dzieci mieli aż jedenaścioro. Wydawało się, że znalazł spokój, którego tak bardzo brakowało mu w czasie wojny.
Niestety los nie dał mu długiej pogody. W 1879 roku Nowy Orlean nawiedziła fala żółtej febry. Epidemia była wyjątkowo ciężka i uderzyła również w dom Hoodów. W ciągu kilku dni zmarła jego żona Anna i ich najstarsza córka Lydia. Sam John Bell Hood zachorował krótko po nich i również nie przeżył.
Cała trójka zmarła w odstępie zaledwie kilku dni. Ośmioro pozostałych dzieci zostało sierotami i trafiło pod opiekę różnych rodzin z Południa – między innymi dzięki zbiórce zorganizowanej przez weteranów Konfederacji.
Tak zakończyło się życie człowieka, który chciał być nowym Lee, a przeszedł do historii jako przykład tego, jak ambicja, ból, a czasem zwykły upór mogą popchnąć dowódcę do decyzji o tragicznym ciężarze.
Piotr Borowski
Opublikowane przez: Ewa
Informujemy, że nasza organizacja otrzymała grant na ofertę pod tytułem pn. RADIO ISLANDERS za pośrednictwem Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Dofinansowanie oferty z Ministerstwa Spraw Zagranicznych w ramach konkursu „Polonia i Polacy za Granicą 2024 – Regranting”.
Nazwa zadania publicznego: Regranting 3 edycja – media polonijne
Wsparcie w ramach projektu dotyczy m. in. dofinansowania kosztów wynajmu pomieszczeń, ubezpieczenia, wynagrodzeń pracowników, zakupu materiałów biurowych oraz innych kosztów funkcjonowania organizacji i in.



Radio Islanders 2026
Is owned by Islanders Media CIC 2021-2026
Copyright Radio Islanders© 2013-2026. All rights reserved.
Korzystanie ze strony oznacza akceptację Regulaminu i Polityki Prywatności.
Przedstawiane w audycjach opinie i komentarze są własnością osób prowadzących i nie reprezentują stanowiska Stacji
logowanie
Komentarze do wpisu (0)